Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Wspomnienia swojej babci, Anny Kaszuby, spisała Anna Kucharska.
Poniższą publikacją rozpoczynamy prezentację wspomnień związanych z Żabostowem.
Jako pierwsze przedstawiamy wspomnienia Żabostowa z okresu sprzed 1939 r. do roku 1945. Wspomnienia swojej babci, Anny Kaszuby, spisała Anna Kucharska.
Anna Kaszuba, z domu Kaczmarek, urodziła się w Kaczorach. Rodzice: Gertruda (z d. Tomaszewska) Kaczmarek, Jan Kaczmarek. Rodzice Jana Kaczmarka: Katarzyna i Szczepan Kaczmarkowie kupili wiosną 1926 r. gospodarstwo w Kaczorach i osiedlili się tu na stałe.
Wspomnienie o Żabostowie w relacji Anny Kaszuby, z domu Kaczmarek –
okres przed II Wojną Światową
„Okazała willa stojąca w Żabostowie była miejscem zamieszkania strażników granicznych i ich rodzin. Rodzina Kaczmarków sąsiadowała z mieszkańcami willi, gdyż granica ich ziemi znajdowała się tuż przy terenie straży. Patrząc na willę od strony Kaczor i stojąc od jej frontu, po lewej stronie było biuro straży a dalej za biurem mieszkał pan Gruchot z żoną i dziećmi. Być może pan Gruchot był komisarzem lub dowódcą straży – w każdym razie pełnił jakąś funkcję kierowniczą, nadrzędną. Dalej za nim, nadal po lewej stronie od podwórza, mieszkał pan Szmyndel z żoną – dzieci nie mieli. Po prawej stronie od frontu mieszkał pan Wajdeman z żoną i 2 dzieci. Na pierwszym piętrze po prawej stronie mieszkał pan Kornaga z żoną i dziećmi. Pan Kornaga zajmował się tresurą psów w celach ochrony granicy i takiego psa posiadał i z owym psem chodził. Po lewej stronie na piętrze mieszkał pan Laskowski z żoną, dzieci nie mieli. Na najwyższym piętrze-poddaszu były pokoje, w których mieszkali praktykanci odbywający praktykę na granicy. Za willą stał budynek gospodarczy, w którym po wojnie mieszkali państwo Kinowie.
Twierdzi się, że przed wojną była tam stajnia, ale strażnicy w Żabostowie nie mieli koni. Konie trzymane były w centrum Kaczor – w prawo od drogi prowadzącej na dworzec. Tam mieszkali też inni pracownicy straży granicznej – Adamscy, Rucińscy, Męczyńscy i tam (prawdopodobnie) mieszkał komisarz lub Komendant Straży Granicznej. Budynki te stoją do dziś. Strażników woził końmi pan Kępczyński. W budynku gospodarczym za willą była pralnia, stały rowery – pełnił on funkcję składu różności.
Strażnicy, mieszkańcy Żabostowa, to byli ludzie młodzi, mieli małe dzieci, które nie chodziły do szkoły. Gdy szli na zabawę, prosili np. moją prababcię, by opiekowała się ich dziećmi. Żony strażników musiały być bogate jako panny – strażnicy mogli żenić się tylko z pannami pochodzącymi z bogatych rodzin (np. pani Kornagowa pochodziła z Kórnika i jej ojcem był rzeźnik), gdyż później nie pracowały. Ubierały się bardzo elegancko, wyróżniały się też tym, że do kościoła przyjeżdżały na rowerach w pięknych sukienkach i białych rękawiczkach. Służby [domowej] strażnicy nie mieli, ale np. lokatorka moich pradziadków – pani Półrolniczakowa – chodziła dorabiać do strażników jako praczka.
Strażnicy po skończonej służbie, wczesnym rankiem, zawsze przychodzili do nas po mleko – wydeptali nawet ścieżkę prowadzącą do gospodarstwa, na tzw. pastwisko, która była skrótem i nie trzeba było chodzić drogą, która dzisiaj jest tą samą prowadzącą do Piły. Na pastwisku była studnia – była tam najlepsza woda w Kaczorach i pan Kępczyński, który woził strażników, przyjeżdżał po tą wodę doskonałą do herbaty.
Gdy wybuchła II wojna światowa, rodziny strażników wyjechały, natomiast strażnicy przyszli do moich rodziców – Gertrudy i Jana Kaczmarków, uprzedził ich, że będzie wysadzany wiadukt – most kolejowy i żeby się ukryli w lesie. Most nie został jednak wysadzony przez Polaków, gdyż sabotaż [niemiecki] uniemożliwił tę operację. Rodzina Kaczmarków i lokatorzy ukrywali się w lesie, ale nie słysząc odgłosu wybuchu, postanowili wrócić do gospodarstwa. Zrobili to w ostatniej chwili, gdyż już niemieccy do tej pory "sąsiedzi" zaczęli grabić ich majątek – łącznie z krową, która już była uwiązana na łańcuchu i gotowa do wyprowadzenia.
W czasie wojny w Żabostowie mieszkała żona niemieckiego żołnierza, który walczył na froncie – podobno na froncie wschodnim. Mieszkała tam z dziećmi (2) i swoimi teściami. Po wojnie mój ojciec, Jan Kaczmarek, odwiózł tą kobietę z dziećmi na dworzec w Kaczorach, gdyż uciekła do Niemiec – z Piły odchodził pociąg zabierający Niemców do kraju. Teściowie zostali w Żabostowie. Później, być może, też wyjechali. Jan Kaczmarek zapłacił wysoką cenę za tą przysługę, gdyż na dworcu zabrali go radzieccy żołnierze i kazali z wozem i koniem jechać za wojskiem. Na szczśćcie udało mu się po miesiącu uciec z tej tułaczki.
Po wojnie nie wiadomo, kto mieszkał w Żabostowie przed nastaniem czasów kolonii i wczasów. Być może mieszkał tam ktoś z nadleśnictwa.”
/116;231/